Wszystkie »

  • Wpisów:13
  • Średnio co: 255 dni
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 20:20
  • Licznik odwiedzin:5 312 / 3580 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- No czyś Ty się z własną pałą na głowy zamienił?
 

 
za to kim jestem.
  • awatar A r i a n n a: ,,Twarz Jezusa w zupie - wytrzeszcza oczy trupie '' ;-)
  • awatar kotbury: robię "nic", bo do robienia "czegoś" nie jestem w stanie się zmusić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

bessesu
 
kotbury
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
  • awatar Gość: greetings kotbury.pinger.pl admin found your website via search engine but it was hard to find and I see you could have more visitors because there are not so many comments yet. I have discovered website which offer to dramatically increase traffic to your website http://massive-web-traffic.com they claim they managed to get close to 4000 visitors/day using their services you could also get lot more targeted traffic from search engines as you have now. I used their services and got significantly more visitors to my website. Hope this helps :) They offer most cost effective services to increase website traffic at this website http://massive-web-traffic.com
  • awatar bessęsu: I wiem że tam, to bym sobie kawalera w ciągu jednego dnia znalazła...
  • awatar bessęsu: No ja tylko kiedyś, mówiłam ci, od razu jacyś starzy zagraniczni mnie podrywali (chociaż nie było zdjęcia ani nic o sobie nie pisałam!). Młodzieńców nie oglądałam, ale tak na logikę - chyba każdy ładny już albo zajęty, albo niezainteresowany. Wydaje mi się, że tam tylko albo brzydcy, albo nieudacznicy, albo desperaci, albo seksoholicy. Ewentualnie wszystko na raz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

bessesu
 
kotbury
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
  • awatar bessęsu: @kotbury: Jeszcze sobie Stinkfist potem włączyłam. A, posłucham sobie dziś w drodze na egzamin :)
  • awatar kotbury: nom, jeden z moich ulubionych utworów Toola. najlepsza jazda zaczyna się po piątej minucie.
  • awatar bessęsu: Tak słucham i słucham... Jak miło wrócić do "korzeni"...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

bessesu
 
kotbury
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

bessesu
 
kotbury
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

kotbury
 
bessesu
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Trudno powiedzieć, co sprawia, że w życiu młodych facetów nic się nie zdarza. Mają dobre wykształcenie. Są z miasta. Są zupełnie pomysłowi. I już coraz bliżej trzydziestki i cały czas nic. Wpadają w błędne koło nicnierobienia. Z każdym dniem coraz bardziej.

No, powiedzmy, że wyszedłeś już z domu. Masz 26 lat i jest tak około trzynastej. Mama chleba nie zostawiła, są tylko bułki w zamrażalniku. Zanim je rozmrozisz, kładąc na czajnik, to minie jednak trochę czasu. To już lepiej pójść do sklepu. Zresztą chodzenie dobrze robi na psychikę.

Nicnierobienie nigdy nie jest tym samym. Z reguły jednak jest oczekiwaniem. Tak jakoś oczekuje całe mnóstwo moich kolegów. Na cud. Im bardziej się rozglądam, tym ich widzę więcej. Mniej więcej mają te dwadzieścia sześć lat. U kilku: brak jakiejkolwiek dotychczas wykonywanej pracy. U jednego: brak też umiejętności obrania ziemniaków.

Więc wracasz z tego sklepu z chlebem. To nawet dobrze, bo jak matka wróci i spojrzy, że jest chleb, to wyjdzie na to, że coś robiłeś. Żeby życie było takie proste jak wychodzenie po chleb, to pewnie byłbyś już milionerem. Co nie znaczy jednak, że nie możesz być. Na pewno będziesz, jesteś z miasta przecież. Tu są szanse. Chcesz, to możesz. Chcesz wszystko, to możesz wszystko.

Smarowanie masłem tego chleba jest nawet przyjemne. Zjesz kanapki na balkonie. Powietrzysz się jeszcze trochę, trochę się jeszcze przemieścisz. Może by przed zjedzeniem zrobić pięćdziesiąt pompek. I to jest pomysł, który, kurwa, zawsze dobrze robi. Masz napięte mięśnie, poczucie wykonania jakiejś pracy. Pracy nad sobą w dodatku.

To nie jest tak, że coś jest z chłopakami nie tego. Są normalni. Mają studia. Lubią wypić. Dziewczyny mają. Dwie ręce i fiuta nawet. To nie jest tak, że jest jedna oficjalna wersja, że pracy nie ma, że trudno ją znaleźć, że się nie chce. Każdy ma swoje alibi, każdy swoją wersję zdarzeń. Zdarzeń na czas nierobienia nic.

Michał na przykład założył działalność gospodarczą i czeka. Umie zrobić obiad dobry. Umie mówić o wysiłku, jaki podjął dla założenia firmy. I czeka.

Można byłoby pogapić się w telewizor, ale ramówka słaba. Internet nie jest dla normalnych chłopaków. Nie w takiej dawce. Muzyka naściągana. Pornosy naściągane. „Kod da Vinci” obejrzany. No więc wychodzi się napić nawet koło siedemnastej. Gdyby się chodziło na studia, to jakoś inaczej by było.

Jaki dziś jest dzień tygodnia? Matki się nie zapytasz przecież. Lepiej sprzątnąć ciuchy z podłogi. To jednak da pozór jakichś działań. I wyjąć odkurzacz z szafy.

Niech się matka o niego potknie.

Jest tak, że dopada cię co chwila bardzo zły stan psychiczny. Że się pracy nie ma. Że się tylko udaje, że jej się szuka. Że się nie udało coś. Że się nam wydaje coś. Że spieprzyliśmy. Że inni nie mają takich problemów, tylko zapierdalają i zarabiają pieniądze. No, ale z drugiej strony, ilu kolegów ma mniej więcej tak jak ty? O tak. Idźmy dziś na piwo. Tylko może w plener, bo uzbierałem jedynie piętnaście złotych.

Kupię fajki. Kurwa. Kiedyś paliło się marlboro, teraz pall malle, to już standard. Ale jest OK. Wszyscy je palą wokół.

Złość i nienawiść. Zalewasz ją całą niemałą masę ludzi, tych, którym się udało. Przerobisz to zaraz na balkonie, jedząc te kanapki. Jesz je z białym serem, no bo to białko, nie będziesz jadł mięsa. To jest jednak pewne wyzwanie. Podejmujesz je. Uf. Zbawcą jest rower. Męczysz się. Przemieszczasz. Wyjeżdżasz kaca. Po ostrym rowerze, na przykład do Powsina, to możesz spać. Można też spać po xanaksie. Można w ogóle go łykać przez pół roku bez przerwy i wtedy czujesz się ogólnie dobrze. Nic nie robisz i czujesz się świetnie.

Jest taka wersja, że sukces, prędzej czy później, sam przyjdzie.

Tylko że już masz bliżej trzydziestu lat niż dwudziestu. Aua. Sypią się te dwudzieste szóste urodziny. Co chwila celebra. To wykańcza. Już niektórych omijasz, nie składasz im życzeń nawet. Trzeba się ogarnąć. Michał ogarnia się, postanawiając mocno, że nie będzie pił. Chłopak, który ma trzy fakultety.

Zżera cię to, że inni mają lepiej, że jakoś im się udało. Niby tli się w tobie, że tobie też się uda, że to się zdarzy, ale jednak przygniata z drugiej strony wersja, że będzie dokładnie odwrotnie. Jest strach. Strach chyba dobrze nie robi nikomu. Jutro będzie lepiej? Nie pijesz. Wstajesz o siódmej rano. Idziesz na rower. Potem jesz coś lekkiego. Podciągasz się. Przeglądasz oferty pracy. Oglądasz film ściągnięty z torrenta. Znowu rower. Kupujesz se kefir na obiad. Gotujesz sobie kaszę z jajkiem. Zdrowo i tanio. Jeszcze zerkasz w Internet. Szukasz tej pracy kreatywnie dość.

Tak, tak. Umiesz to robić. No, ale ta nie pasuje, ta też nie i tamta też.

Wieczór przychodzi i możesz swobodnie wyłożyć się przed telewizorem. Wiadomości. Informacje. Fakty. Ile wiedzy pochłaniasz. Masz w sobie pełnię. Zaspokojone potrzeby psychiczne i fizyczne.

Jest jeszcze wersja, że spotykasz się z dziewczyną swoją, która ciężko zapieprza, żeby móc wynajmować mieszkanie i piwo ci postawić czasem.

No właśnie, mieszkanie z rodzicami sprawia, że czujesz się nieco niekomfortowo. Paru kolegów już jednak nie mieszka. Ona, ta dziewczyna, ma telewizor. Taką wersję przyjmijmy. Wyruchasz ją porządnie, poleżysz chwilę i jeszcze nocnym sobie wrócisz do domu.

Hiphopowcem to już raczej nie zostaniesz. Ale nie chciałbyś być z tłumu. Nie będziesz robił rzeczy tych samych, co robi masa. Najgorszy jest ten strach, który dopada czasem, że nic się już nie wydarzy. No, bo ty nic nie zrobisz, los sam z siebie też nic, kurwa, nie podetknie. Są takie czarne myśli. To, oczywiście, z reguły na kacu po kilku dniach picia.

Co by tu zrobić, żeby po pijaku nie wrócić, jak matka jeszcze nie śpi. Trzeba przeciągnąć to chlanie jeszcze jakoś do dwudziestej trzeciej. Matka myśli, że jesteś alkoholikiem. To nieprawda, ty prostu nie masz co robić. Nudzisz się jak cholera.

Potrzebowałbyś tego bata, ale z drugiej strony cenisz jednak sobie wolność. Tak właśnie jest, mamo. To nie jest kwestia wysiłku. Wysiłek nie jest ci obcy. Może zatem kwestia odpowiedzialności? Nie, nie. To wszystko nieprawda...

Wersja jest taka, że jest trudno, plus sam jesteś nieogarnięty do końca, niczego ci nie brakuje, ale jakoś nie potrafisz się odnaleźć. Życie jest ciężkie. Twoi starzy nie są bogaci. No, dobra, jest w tym także niepodejmowanie ryzyka. Jest rodzaj pewności siebie. I świata. Że on do nas przyjdzie. Nie musimy dokonywać wyborów, my jesteśmy wybrani. Niech mi, kurwa, nikt nie mówi, że to ucieczka przed dorosłością jest.

Warto mieć jednak prawo jazdy, bo wtedy można się przemieszczać tak dorośle, nie na rowerze jak dziecko. Żeby nic nie robić, można rodzicom płot pomalować. Płot maluje się ze dwa dni. Potem możemy zajmować się projektem zawodowym, który z przyczyn niezależnych od nas od pół roku nie może się narodzić. Tym bardziej my się do niego garniemy. Przyczyny są od nas niezależne, mamo.

Nie radzisz sobie? Masz dwadzieścia sześć lat. Nic nie robisz. Najebiesz się kilka razy w tygodniu. Masz gdzie spać. Masz co jeść. Masz Internet. Szybkie łącze.

Ja sobie nie radzę? Ja po prostu nic nie robię. Świetnie sobie z tym radzę.

Nieustające wakacje? Mam jeszcze czas. Nie, Jezu. Już prawie trzydziecha, a ja nic nie robię. Muszę się napić. Najpierw umyjesz wannę. Bo jak już wszyscy wiedzą, mieszkasz z rodzicami. Oni to docenią.

To teraz wychodzisz na dwór. Banał. Idziesz na ławkę, na boisko, gdzie siedzi się i nic się nie robi. Oczywiście, pije się piwo i jara dżointy. Wielkie mi halo. Ty jesteś tu trochę lepszy, bo masz studia, dobrze się tu czujesz. Większość celebruje, że jest się skazanym na życiowe niepowodzenie. Więc ich nicnierobienie jest inne nieco. Ono ma alibi bardzo jasne. Mocniejsze. O tym alibi się gazety rozpisują. Bezrobocie. Też byś chciał je mieć. No w końcu też jesteś z bloków. Tak, należy ci się ono.

Zdajesz sobie sprawę z tego, że nic nie robisz. Masz głęboką świadomość. Adam to wie. Michał to wie. Marcin, mimo xanaksu, jednak się wpienia. I wiesz, że nic nie robisz, i wiesz boleśnie, że nic z tym nie zrobisz. Takich jak ty spotykasz całe mnóstwo. Oni dają alibi. A tobie się nie to, że nie chce, nawet chce ci się, ale nie wiesz dokładnie, co byś chciał. Nudzisz się jak cholera. Nie masz za bardzo konsekwencji w sobie. Nie masz pomysłu. Masz ten strach, a jutro nadzieję. Nicnierobienie jest czasem zupełnie przyjemne. Masz poczucie winy, a nazajutrz jesteś dumny z siebie jak paw.

Ale przecież, żeby nic nie robić, nie trzeba być jakimś tam ostatnim frustratem i w ogóle. Przecież jest też taki wariant, że po zjedzeniu kanapek wsiadasz do samochodu i jedziesz prosto do biurowca. W garniturze. I nic nie robisz aż do siedemnastej. To dopiero jest frustrujące. Nie, nie chcesz tego. Cenisz sobie swoją wolność.
  • awatar Gość: Juliusz napisał kawał dobrego tekstu. Głosuję na to opowiadanie rękami i nogami......
  • awatar Gość: to jest o mnie
  • awatar kotbury: @coś tam, coś tam siedzi mi w głowie: srenkju :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych